Luśki randka, czyli baleriny kontra szpilki…

Randkować jeszcze, czy już nie randkować ? –  Luśka już od dłuższego czasu głowiła się nad tym pytaniem bezskutecznie szukając odpowiedzi. Łaziła i głośno marudziła nie mogąc sobie znaleźć miejsca. No, ale ile można tak łazić i łazić? Cierpliwości u mnie jest wiele, ale w końcu i ja nie wytrzymałam, wiec pytam się jej spokojniutko:

- A co to znowu za pytanie Lusieńko i skąd te dylematy? Jeśli chcesz to randkuj sobie do woli, no chyba że nie chcesz albo nie masz z kim, no to wtedy problemu nie ma. -

Mówiąc to, jednocześnie spoglądałam w okno i szykowałam się do zaplanowanego wcześniej wieczoru. Pomimo wczesnej pory świat za oknem spowijały listopadowe szarości, a w moim domu było cieplutko i przytulnie. Na stoliku już czekała na mnie książka zapowiadająca same przyjemne chwile, koty przytulone do siebie smacznie spały, delikatna muzyczka leciała cichutko, a jeszcze cieplutkie czekoladowe ciasteczka pachniały nieziemsko. Wszystko było przygotowane zgodnie z moimi planami na leniwy domowy wieczór.

Ale widząc twarz Luśki już wiedziałam, że ten takim nie będzie. Bo Luśka ma znowu problem i to zdaje się znowu jest poważny problem. Wszak ona innych nie ma.

Tym razem zachciało jej się rozmyślać nie o polityce, ale o randkach.

No, a kto normalny myśli o tym w listopadzie? Przecież randkuje się cieplutką wiosną i latem. To wtedy pięknie opalone kobiety zakładają śliczne sukienki i spacerują ulicami kołysząc zmysłowo biodrami. Nawet mężczyźni ulegają letniej magii i wciągają swoje pozimowe brzuchy, przez co wydają się bardziej atrakcyjni i rokujący przyszłościowo. Cała natura sprzyja flirtowaniu i nawet powietrze pachnie beztroską i zabawą. We wszystkich miejskich kawiarenkach jest tłoczno i gwarno, a rozgwieżdżone nocne niebo nie pozwala spać. W takich warunkach o romansowanie nietrudno. Ale późną jesienią, gdy wieczory stają się długie, to trzeba siedzieć w cieplutkim dresiku pod miękkim kocykiem delektując się książkami i czym tam kto chce, a nie łazić po ponurym i zimnym mieście. Skoro Luśka samotnie nie chciała spędzać jesiennych wieczorów, to mogła myśleć o randkach wcześniej i należycie się przygotować, a nie teraz zawraca mi głowę takimi dylematami. No, ale tego jej nie powiedziałam. Nie zdążyłam.

Jeśli mojej Lusi zebrało się na zwierzenia, to trza jej było wysłuchać. Innego wyjścia nie było, zwłaszcza, że Luśki opowieści czasem są ciekawsze niż niejedna książka, więc moją szybko odłożyłam na półkę, a nam nalałam życiodajnej nalewki, opatuliłam się kocykiem i pozwoliłam jej mówić…

Luśka też usiadła wygodnie, przytuliła koty, napiła się łyczka nalewki. No dobrze, nie łyczka tylko znacznie więcej, ale żałować jej tego eliksiru nie będę. Więc Luśka napiła się, po czym westchnęła ciężko, raz jeszcze pogłaskała koty i w końcu zaczęła powolutku mówić…

-Alicja, ja przygotowywałam się do jesieni i nawet w tym celu byłam na jednej randce z takim jednym. Nie mówiłam ci, bo nie chciałam zapeszać, a zresztą ty byś mi odradziła mówiąc, że szkoda czasu na randki, skoro tyle jest innych przyjemnych możliwości spędzenia wolnego czasu.

No i nic wtedy nie mówiłam, ale latem byłam na najprawdziwszej randce.

Myślałam, że on rokuje na mojego jesiennego pana, ale gdy na samym wstępie powiedział do mnie: aleś ty drobna i mała, a później zapytał czy mam szpilki, to od razu wiedziałam, że długiej przyszłości ten związek nie ma. No tylko na tyle, co na wspólne wypicie kawy w tej kafejce i na grzeczne do widzenia.

Mała jestem i owszem, ale już przecież nie urosnę i to nie jest żaden defekt urody. Drobna też jestem, ale nie wszyscy muszą być gabarytowi i nosić ciuchy w rozmiarze XL. Małe, drobniutkie kobiety też są na tym świecie i mają się świetnie. Szpilki mam i to nawet ładne mam, ale na ulicę w nich nie wyjdę! Raz wyszłam. Raz tylko! A o mało życia wtedy nie straciłam. Na moje szczęście skończyło się na poobijanych kolanach i podartych pończochach. W nich i owszem – pięknie i seksownie się wygląda, ale nijak chodzić się nie da. Podejrzewam, że to jacyś chorzy na umyśle sadyści wymyślili takie obuwie i jeszcze nam wmówili, że mamy w nich chodzić po wybrukowanych ulicach i pewnie przy okazji zrobić zakupy i zataszczyć je do domu. A wszystko z zalotnym uśmiechem na ustach i kołysząc zmysłowo biodrami.

- Wiesz co Alicja? Owszem, kobieta w szpilkach jest seksowna. Nawet bardzo seksowna, ale mnie się wydaje, że takie szpilki nadają się tylko do gry wstępnej w salonie, a jak taka seksowna kobieta zdąży dojść do sypialni, to i w sypialni. Ot, tylko tyle w nich iść, żeby wyjść z łazienki, chwilę postać dla wzmocnienia efektu uwodzicielskiego i kołysząc biodrami, czy co tam kto ma do kołysania, przejść do łóżka, a w nim niech każdy robi co lubi. No tak uważam, ale tego mu nie powiedziałam, bo na pierwszej randce o łóżkowych ekscesach rozmawiać nie wypada. W takiej jednej książce o tym pisali i calutką ją przeczytałam, żeby wiedzieć co i jak należy mówić na randkach.

- Aż na chwilę przestałam oddychać z wrażenia, bo musiałam przyznać, że moja niefrasobliwa Lusia do sprawy randkowej podeszła nad wyraz poważnie i przygotowała się należycie korzystając z ugruntowanej wiedzy naukowej. Luśka widząc moją minę, tylko popatrzyła z politowaniem…

-A coś ty myślała? Przeczytałam stosowną książkę, no pewnie że przeczytałam, bo na randki nie łazimy i stosownej wiedzy my nie nabyły, wiec teraz trza nam korzystać z wiedzy innych. Ale ty mi nie przerywaj, bo nie dokończyłam… No i powiedziałam panu, że w szpilkach po ulicy nie chodzę, tylko w balerinkach. O tym, że 10687083_4554816485733_5996491889989644162_nszpilki, to ino w sypialni bym nosiła, to nawet mu nie pisnęłam. Pomyślałam sobie, że na takie intymności jest zdecydowanie za wcześnie, bo to jeszcze nie jest ten etap znajomości. Może i szkoda, że mu nie powiedziałam, bo spojrzał na moje nowiuteńkie balerinki z ledwo uchwytnym obrzydzeniem. Chociaż pojęcia nie mam dlaczego, bo te wyjątkowo śliczne były i moje nogi wyglądały w nich nad wyraz zgrabnie. No to się spytałam w czym tkwi problem, a on że podobają mu się kobiety, które chodzą tylko w szpilkach, a takich butów jak moje, to on nie lubi.

O żesztywielkoludzienieogolony!!

 Z tych nerwów wypaliłam mu, że skoro balerinek nie lubi, to niech w nich nie chodzi! Ja lubię, mam i biegam w nich przez całą wiosnę, lato i jesień!

Oooo!

Pan spojrzał na mnie z dezaprobatą, odetchnął głęboko i z nadzieją spytał o moje kozaki. No, ale oficerki też mu nie przypadły do gustu. Nie wiem, co z nim było nie tak, ale faktem jest, że bardzo czepiał się moich butów. 

Pomijając ten obuwniczy incydent na samej randce było miło, bo pan był uroczy i elokwentny. Zgodnie z podręcznikiem randkowania pozwoliłam mu zapłacić za moją kawę, a pan w rewanżu opowiedział mi całą swoją romansową historię. Sporo tego było, więc kilka godzin minęło nam szybciutko. Muszę przyznać, że trafiły mu się różne kobiety. Co on się z nimi nieborak miał, to słów brakuje by opowiedzieć. Nie zdążyłam się tylko zapytać, czy one wszystkie chodziły w szpilkach. Ale może to i dobrze, bo temat był bardzo drażliwy i nie chciałam już go denerwować. Ale coś mi się wydaje, że istnieje jakaś poważna zależność między jego kobietami w szpilkach, a tymi nieudanymi związkami.

Na koniec spotkania pan bacznie mi się przyglądając powiedział, że bardzo mu się podobają starsze kobiety i z jedną, taką starszą od niego o kilkanaście lat, był przez wiele długich lat. Ja to się nawet ucieszyłam z tego jego upodobania, bo też byłam od niego starsza i chociaż raz mój mocno zaawansowany wiek nie stanowił problemu. Wprawdzie tylko o 4 lata byłam starsza, ale przecież byłam i pomijając moje obuwnicze preferencje, niski wzrost i mikre gabaryty, to jednak miałam konkretny i nie byle jaki atut. Sie nawet pochwalę, że po tej randce pan był mną oczarowany i to jego oczarowanie trwało cały kolejny dzień i jeszcze cztery godziny. Ale… No, ale potem mu przeszło. Alicja, ja nad tym poważnie myślałam i mnie się wydaje, że to z powodu dzielącej nas zbyt małej różnicy wieku nic z tego nie wyszło. Za młoda dla niego byłam i tyle. Echh…ale gdybym tak była od niego starsza o…o…o przynajmniej 10 lat…

- Luśka, sącząc z wolna nalewkę i wzdychając z rozmarzeniem spojrzała w okno…

- Ale Lusieńko! Co ty na boga pleciesz! Przecież wtedy miałabyś prawie sześćdziesiątkę i myślisz, że w takim wieku biegałabyś na randki w szpilkach? Ty weź się puknij w swoją blond głowę! Ooo!

Luśka znieruchomiała, szybko w pamięci policzyła i uśmiechnęła się do mnie szeroko. - A faktycznie! Z tego wszystkiego zapomniałam, że wtedy będę mieć aż tyle lat. Ale zobacz tylko jak mądrze w tej książce napisali, żeby nie całować się na pierwszej randce. Że to niby taka zwiadowcza jest. Zasady zasadami i chociaż ta randka była tylko po to, żeby wdrożyć w życie wiedzę książkową i przypomnieć sobie na czym takie spotkania polegają, to zasady można przecież złamać. Tylko, że on się czepiał moich ulubionych butów, a z takim całować się przecież nie będę. I wymyśliłam, że gdy będę chciała z kimś się spotkać, żeby miło spędzić czas, to będę się umawiać tylko z kobietami. 

A wiesz dlaczego? Bo one nie czepiają się moich balerinek.

Fotografia znaleziona w sieci, jej autor jest nieznany. 

Zapraszam do odwiedzin i polubienia mojej strony na FB. Kliknij- www.facebook.com/pages/Manukowe-szarosciblogpl/1485546024994768

Informacje o alicja

Jestem blondynką z urodzenia, naiwną i ckliwą romantyczką z upodobania, a racjonalną pragmatyczką z doświadczenia ;) Moje życiowe motto: "Uczyć trzeba się nieustannie, zrozumieć wystarczy raz".
Ten wpis został opublikowany w kategorii perypetie z Luśką w tle i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Luśki randka, czyli baleriny kontra szpilki…

  1. ~Puszkowa pisze:

    Wiecie, Kochane, że ja też tylko balerinki i oficerki… I co z tego? Pan najwyraźniej fetyszysta jest albo nosiciel szpilek ukryty. A te szpilki to od ilu centymetrów sie licza? A słupek może być? To już lepiej naleweczki się napić i Pana Szpilkowego w niebyt historii odesłać. Buziaki!

  2. boja pisze:

    Mnie tam wszystko jedno, szpilki czy balerinki. Najważniejsze by biodrami zmysłowo kołysały! Znaczy się, kobiety kołysały biodrami, nie buty…

  3. Jak zwykle uśmiecham się od ucha do ucha czytając te Luśkowe dylematy :D
    A przy okazji ponawiam moje zapytanie, jak to zrobiłaś, że masz na liście nieonetowe blogi z odniesieniem do ostatniego wpisu? Ja też tak chcę, ale nie potrafię! :(
    POZDRAWIAM CIEPLUTKO

  4. ~paczucha pisze:

    Nie ma jednoznacznej odpowiedzi – jeden lubi zapach pomarańczy, drugi jak mu nogi ….

  5. ~Martynika pisze:

    Niech no Luśka się nie denerwuje, trafiła na nienormalnego typa, i jestem pewna że on te szpilki sam nosi, i te wszystkie nie udane związki były dlatego że te owe partnerki zauważały że on ich szpilki nosi ukradkiem. Stąd też nic mu nie wychodziło. Po za tym Luśka to młoda kobietka jest. I to taka konkretna która właśnie powinna teraz porandkować. Bo jak nie teraz to kiedy?
    Chociaż mój dziadek w wieku 70 lat zaczął randkować i na złe mu to nie wyszło.
    Ale w wieku Luśki większą przyjemność z owego randkowania wyniesie niż mój dziadek…

  6. Pojedyncza pisze:

    Niewielu znam hetero facetów, którzy rzeczywiście zwracają uwagę na kobiece obuwie. Może jakiś fetyszysta? ;-) Sama też biegam głównie w balerinkach czy innych wygodnych butach na płaskiej podeszwie. Szpilki lubię, nawet bardzo, ale na obcasach jestem już wyższa od przeciętnego mężczyzny, co jest dość niekomfortowe… zwłaszcza, że wówczas wzrok owego mężczyzny z w/w przyczyn naturalnie zawisa na moim biuście. ;-)

  7. anna pisze:

    Myślę, że można i w wieku 60 lat pobiec na randkę w szpilkach (o ile haluksy nie przeszkadzają). :) :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>